Życie na cmentarzu

Lubię cmentarze. Nie przygnębiają mnie. Lubię je o każdej porze roku, nie tylko jesienią w te dwa dni, gdy nagle rozbrzmiewają wspomnieniami i ożywają światłem świec i kolorowych kwiatów. Różne już miałam refleksje na temat tego, co właściwie powoduje, że lubię na nich przebywać. Żadna z nich jednak nie była precyzyjnym nazwaniem tego, co czuję. W tym roku przechadzając się w samotności alejkami cmentarza jeżyckiego, znowu to czułam. Ukojenie.

Kiedyś odczuwałam dyskomfort w konfrontacji z masą. Niepokoiły mnie zdjęcia metropolii, szczególnie z lotu ptaka, gdzie widać wyraźnie siatki niezliczonych liczb budynków mieszkalnych. Czułam ten dyskomfort nawet przejeżdżając samochodem wśród osiedli szeregowo poustawianych bloków. W każdym dziesiątki mieszkań, myślałam, a w każdym mieszkaniu kilka osób. Trudno było mi pojąć, że każda z nich jest tak samo ważna, że historia absolutnie każdej z nich jest tak samo, diamentowo cenna. W obliczu masy zdarzało mi się czuć nieistotność nas wszystkich. Na ulicach patrząc na przechodniów myślałam: po co jestem ja? po co jesteś ty? jaki jest sens? Pustka.

To było kilka lat temu. Taki czas wycofania w półmrok. W poszukiwaniu sensu jakby powiedział mój ukochany Victor Frankl.

Cmentarz przynosi ukojenie bo rozplata we mnie tę tajemnicę.

Nie ma istnienia pozbawionego sensu. Ani jednego, przypadkowego, gdzieś zaplątanego w system stworzenia świata i pomyłkowo wygenerowanego jak statystyczny błąd. Każdy jest ważny. Każdy z nas przeżywa historię godną ekranizacji (krytetrium hollywodzkie podnosi rangę prawda ;-)) Każdy z nas, jak bohater najgłośniejszych powieści staje przed wyborami między dobrem i złem. Codziennie. Każdy wybór otwiera przed nami kolejną ścieżkę. Coś się w nas zamyka a coś otwiera. A rzeczywistość odzwierciedla te wybory. Ktoś pogrąża się w mroku, ktoś inny nosi w sobie światło. Literatura najwyższych lotów – każdy z nas, bez wyjątku.

Nie ma jednej recepty na życie. Nie ma planu i przeznaczenia. Są codzienne wybory, które układają się w wyjątkową drogę pośród bilionów innych historii. Każda jest ważna. Unikatowe mozaiki przeżyć z dzieciństwa, środowiska, wychowania, miejsca i czasu, spotkanych ludzi, usłyszanych słów, marzeń, ambicji, porażek, prób, wydarzeń logicznych i tych niewytłumaczalnych. I z każdym wyborem ta mozaika układa się w kolejne wzory. I nie ma dwóch takich samych.

To może wszystko brzmieć inaczej na etapie twojej drogi, w tym miejscu, w tym czasie, w tym układzie twojej mozaiki moja refleksja może nie brzmieć znajomo, nie przedstawiać wartości albo uderzać w samo sedno.

Chcę tylko, żebyś wiedział, że jesteś tak ważny, że nie ma słów, które mogłyby oddać wagę twojego istnienia.

 

fot. Nicole Dumont, Amsterdam, 1934 – by Eva Besnyö