Sztuka twórczego myślenia #2

Natchnienie jest dla amatorów, pozostali po prostu zjawiają się w pracy. Jeśli czekasz aż rozstąpią się chmury i uderzy w ciebie piorun twórczego objawienia, to nie zdziałasz zbyt dużo.


A wszystkie najlepsze pomysły i tak pojawiają się w trakcie tworzenia, są skutkiem pracy samej w sobie. Jeśli siedzisz godzinami próbując wyśnić pomysł na wielkie dzieło sztuki, to możesz tak spędzić wieki … Ale jeśli po prostu zaczniesz pracę, coś się pojawi, a potem coś jeszcze innego, część z tego odrzucisz a to popchnie cię w zupełnie nowym kierunku.
Dużo ciekawsze od rozwiązywania problemów, jest ich tworzenie. Stawianie siebie do kąta, gdzie żadna z dotychczasowych odpowiedzi nie ma zastosowania, gdzie nic nie pasuje. A jeśli zadasz sobie wystarczająco ciekawe pytanie to usłyszysz oryginalne, osobiste rozwiązanie. Coś się dzieje kiedy masz ten kamień w bucie.
Ja miałem życie wypełnione problemami. Najpierw zaburzenia w uczeniu się potem niepełnosprawność fizyczna. Ale to dopiero poprzez ograniczenia popychasz siebie tam gdzie nawet nie marzyłeś, że będziesz. 

Problemy ograniczają ale też otwierają wiele drzwi. Pracuję codziennie. Dzień, w którym nie tworzysz jest dniem straconym. Ważne jest, żeby każdego dnia zrobić choć jedną małą rzecz, bo te rzeczy dodają się w całość. Ale przede wszystkim codzienna praca pozwala nie tracić rozpędu.

Chuck Close - współczesny wybitny malarz i fotograf, sparaliżowany w wieku 42 lat kontynuuje pracę.

Mogę tylko dodać, że codzienna praca to najcenniejsza rada jaką można dostać od twórcy. Z dwóch powodów.

Rzeczywiscie tak jest, że pomysły przychodzą w trakcie pracy. Zdarza mi się jeszcze w drugim akapicie nie do końca rozumieć co chcę powiedzieć. Ale ten sens zawsze się ujawnia choć czasami zaskakuje. Bywa, że patrzę na pustą kartkę i przez kilkanaście minut nie piszę ani słowa. Ten czas również traktuję jak pracę bo to nigdy nie jest czas stracony. Milczenie jest pozorne, chodzi o to, żeby być na miejscu kiedy pojawią się pierwsze słowa.

Druga korzyść z codziennej pracy to utrzymywanie tego co w języku angielskim nazywa się momentum. Polskie tłumaczenia mówią o rozpędzie, rozmachu. Momentum kojarzy mi się z utrzymywaniem płomienia, optymalnej temperatury, utrzymywania w sobie stanu twórczego, swego rodzaju transu. Ostatnio byłam zmuszona wypaść z tego rytmu na kilka dni. Rzeczywiście momentum zostaje przerwane. Muszę rozpędzać się na nowo, do momentu kiedy poczuję, że przebieram nogami w powietrzu. Potem już lecę. Z nadzieją na jak najmniej przymusowych lądowań.

Fot. Walker Art Centre | Chuck Close 1967-1968 | Self Portrait