Rozmowy międzynarodowe

Wczorajszy wieczór i dzisiejszy poranek na linii Polska – Belgia. Aktualizacja i wymiana danych z moją przyjaciółką nie pierwszy raz zakończyła się dłuższym nurkowaniem w głąb sprawy.

Zaczęło się niewinnie, opowiedziałam jej o wyzwaniu, które postawiłam sama przed sobą, spontanicznie pod wpływem inspiracji (inspirację znajdziesz tutaj). Sama przy okazji tego wyzwania odkryłam jak ogromną przyjemność sprawia mi pisanie. W amoku pracy nad nowym wydaniem warsztatów zarzuciłam bloga i cieszę się, że pozwoliłam sobie teraz powrócić do tej radosnej twórczości. Pisanie mnie cieszy jak mało co, w tym procesie nie chodzi o nic, jak o sam proces pisania. Nie wiedziałam o czym będę pisać. Tak na prawdę nadal nie wiem. Nie wiem o czym napiszę jutro i pojutrze i przez cały miesiąc jak się przed samą sobą, dla zabawy zobowiązałam. Podążam za tym, co w danej chwili wydaje mi się interesujące, tym, co czuję, co zajmuje moje myśli. Nie wiem co dalej. Robię to dla przyjemności.

Przyjaciółka moja to istota wielu talentów, tak wielu, że od nadmiaru wbrew powiedzeniu boli ją głowa. Kocha architekturę wnętrz, maluje, szyje, rzeźbi, szydełkuje, pasjonuje się minimalizmem i organizacją przestrzeni. Szkopuł w tym co wybrać, w którą strone pójść, jeśli tworzyć to co i do czego to ma zaprowadzić …

Ta rozmowa mnie zaprowadziła w taką oto odpowiedź.

A jeśli wszystko jedno i nie wiadomo do czego to zaprowadzi to czy kochać będziemy nasze pasje mniej?

A gdyby tak po prostu, najzwyczajniej w świecie być ciekawym i dać się ciekawości prowadzić?

Może warto, na wzór Elizabeth Gilbert, odłożyć na bok oczekiwania na wielką inspirację, wielki przełom, który poprowadzi do kolejnego wielkiego dzieła. Liz poddała się w niekończącym się oczekiwaniu na ścinającą z nóg wenę i zadała sobie proste pytanie: „Co cię w tej chwili interesuje? Nieważne jak mała czy banalna to rzecz”. Odpowiedź, która pojawiła się w jej głowie zaskoczyła nawet ją samą. Poczuła impuls zadbania o ogród, którego właścicielką wraz z domem na wsi niedawno się stała. Nie zrażona brakiem wiedzy na temat ogrodniczej materii kupiła kilka kwiatów i posadziła je za domem. Po prostu. Z ciekawości. Ogród stopniowo nabierał co raz śmielszych kolorów. Któregoś dnia patrząc na to, co powstało pomyślała, że chce wiedzieć więcej o posadzonych roślinach. Jaką drogę przebyły, żeby sie na tym jej poletku znaleźć.  Szybki przegląd internetu dostarczył jej kilku ciekawych historii. Bzy i tulipany pochodziły z Turcji, forsycje z Japonii a glicynię angielski kapitan przewiózł z Chin do Europy, skąd zawędrowała do Ameryki za sprawą brytyjskich emigrantów. Ciekawość rosła a Liz wkrótce uświadmila sobie, że to, co ją intrygowało w botanice, to nie jej mały dziki ogród ale pochodzenie roślin i wszelkie historie, które się za tym kryją. Podjęła decyzję by całkowicie zaufać tej fascynacji. Postanowiła uwierzyć, że ten botaniczny wątek nie pojawił się bez powodu. Wkrótce natknęła się na kolejne książki, właściwych ludzi i przeróżne możliwości. Przykładowo ekspert, od którego potrzebowała informacji na temat historii mchu, mieszkał tylko kilka minut od domu jej dziadka. Poszukiwania nabrały tempa, przez kolejne trzy lata Liz przeszukiwała miejsca na całym świecie, od brytyjskich bibliotek, przez medyczne ogrody Holandii po jaskinie we francuskiej Polinezji. Zaraz potem usiadła do napisania swojej ostatniej powieści – Botanika Duszy, historii dziewiętnastowiecznej rodziny botanicznych odkrywców.

Nie wiedziała, że jej chęć zasadzenia kilku irysów i tulipanów w przydomowym ogródku przerodzi się w fascynację dziewiętnastowieczną historią botaniki. Trzy lata wcześniej nie wiedziała na ten temat nic, nie przyszłoby jej do głowy by uczynić z tego temat powieści. Wszystko czego chciała, to kilka kwiatów na kawałku ziemi który przypadł jej w udziale wraz z nowo zakupionym domem.

Jak do tego doszło? Elizabeth Gilbert zarzuciła wielkie, majestatyczne oczekiwania związane z procesem powstawania nowej powieści. Podążyła za małym impulsem i ciekawością, bez oczekiwań i planów. Magia tworzenia.

W Belgii dzisiejszej nocy będzie niespokojnie. Przyjaciółka wyruszyła w podróż odkrywania. Nikt nie wie co z tego wyniknie. Z tego cieszymy się najbardziej.

 

historię o Elizabeth Gilbert zaczerpnęłam z jej przewspaniałej książki o tworzeniu „Big Magic”, wyd. Bloomsbury, 2015

fot. Anne Capucha