Racjonalna intuicja

Sensibla.pl

Najdłuższa droga jaką mamy w tym życiu do pokonania, mierzy jakieś 40 cm.

To odległość między głową i sercem. Najczęściej mówi się o kierunku w dół, ja jednak odkrywam, że czasami ta droga wiedzie od serca do głowy. Choć w sumie nieważne czy wspinasz się do głowy i twoja praca polega na większym uruchomieniu racjonalnych, trzeźwych ocen. Czy odwrotnie, szukasz kontaktu ze swoimi emocjami. Efekt końcowy ma być wydeptaną, znajomą ci ścieżką, która łączy oba te miejsca.

Zaczynam od tego z dwóch powodów.

Po pierwsze.

Kiedy zobaczyłam, że internet podsuwa mi reklamę książki, której tytuł brzmi jak tani self-help, to dwie rzeczy wydarzyły się we mnie. Najpierw przewróciłam oczami i pomyślałam, że to kolejny bełkot jakiegoś samozwańczego uzdrowiciela. Za chwilę jednak poczułam ogromną ochotę kupić tę książkę, co aż do jej dostarczenia wydało mi się dziwne. Wybrałam jednak głos intuicji.

Po drugie.

Książka, która w rzeczywistości okazała się publikacją popularno-naukową, zainspirowaną dziełami takich ludzi jak Damasio, Lewis, LeDoux czy Csikszentmihalyi, mówi przede wszystkim o rozdzielności funkcji poznawczych i emocjonalnych naszego mózgu i jakie są tego dla nas konsekwencje. To nie było zabiegiem wydawcy ale rzeczywiście odbył się we mnie proces, który autor obszernie opisuje w pierwszych rozdziałach książki. „Mózg kognitywny” i „mózg emocjonalny” są ze sobą ściśle powiązane jednak wpływają na nasz odbiór rzeczywistości w zupełnie inny sposób. Mogą ze sobą współpracować lub rywalizować. Dla naszego dobra lepiej jeśli współpracują. Rozdźwięk i to jak radzimy sobie z łączeniem tego, co podpowiada umysł i tego, co dyktują emocje, ma ogromne znaczenie dla naszego zdrowia fizycznego i psychicznego.

 

Dr David Servan-Schreiber zebrał w tej książce siedem naturalnych metod leczenia, które bazują na mechanizmach zachodzących w mózgu. Wszystkie zostały zbadane, a ich skuteczność jest potwierdzona. Problem, jaki nauka nadal ma z tymi metodami polega na tym, że choć skuteczność jest potwierdzona, zasady ich działania wykraczają poza naukowe rozumowanie… I z tego też powodu pomimo swojej skuteczności zostały wykluczone z głównych nurtów medycyny i psychiatrii. Logiczne, prawda …?

W początkowej części książki autor bardzo przystępnym językiem wyjaśnia istotę mózgu emocjonalnego (tzw. układ limbiczny), takiego „mózgu w mózgu”, który ma zupełnie inną budowę komórkową i w pewnym sensie funkcjonuje niezależnie od tej części, która odpowiada za racjonalne myślenie. I to jest jeden z powodów, dla których na przykład ciężko byłoby namówić i przekonać siebie do zakochania. Pobudzenie mózgu emocjonalnego za pomocą słów i racjonalnego myślenia jest dość ograniczone. Co za tym idzie terapia polegająca na rozmowie też będzie miała ograniczony wpływ na poradzenie sobie z dolegliwościami, które odczuwamy na poziomie emocjonalnym. Od razu chcę tutaj zaznaczyć, że terapia ma swoją rolę w poprawie stanu człowieka cierpiącego na depresję czy zaburzenia lękowe. Książka nie namawia do rezygnacji z tego rodzaju metod pracy. Raczej pokazuje, że do „przeprogramowania” mózgu emocjonalnego warto użyć innych metod. Takich, które pobudzają kontakt z ciałem i emocjami, a nie tylko z naszymi przemyśleniami.

 

Pierwszą metodą, o której pisze autor jest metoda koherencji serca. Nie będę się zanurzała w naukowe wyjaśnienia dlaczego metoda działa, o tym przeczytacie sami. Znam ten temat z dużo bardziej skomplikowanych publikacji i mogę wam zagwarantować, że wszystkie naukowe fakty zostały bardzo przystępnie i ciekawie opisane. W dużym skrócie metoda ta polega na kontrolowaniu czynności serca i jest banalnie prosta. Ponieważ serce jest ściśle połączone z mózgiem emocjonalnym, kontrolując czynności serca zwiększamy swój wpływ na kontrolę tego, co się dzieje z nami emocjonalnie.

Każdy może nauczyć się tej metody, nie wymaga ona ani odcinania się, ani tworzenia idealnych warunków zewnętrznych. Czyli nie musisz na poczet tej techniki szukać brzegu potoku ani organizować maty, odgłosów natury i świec zapachowych. Tam, gdzie jesteś tu i teraz, w miejskiej dżungli, gdy rzeczywistość pozostawia wiele do życzenia i nie przypomina nepalskiej wioski, możesz zadbać o koherencję serca.

W wersji najbardziej rozbudowanej przypomina techniki medytacyjno – wyobrażeniowe. Głębokie oddechy, następnie wyobrażenie sobie jak nasz oddech przechodzi przez serce i odżywia wszystkie komórki organizmu, na koniec tak banalnie, jak to brzmi należy otoczyć serce opiekuńczym oddechem i pokrzepiającymi myślami.

W krótkiej, podręcznej wersji, gdy trzeba szybko zadziałać, bo krew nas zalewa, wystarczy na chwile się zatrzymać, skupić na sercu i przywołać miłe wspomnienia. Przywracamy harmonię w pracy serca i zyskujemy lepszy kontakt ze sobą i z rzeczywistością, myśląc o czymkolwiek, co jest dla nas wartościowe, przyjemne, piękne i prowadzi do ciepłych uczuć.

 

Trochę wydaje mi się jednak wielką ironią, że nauka „odkrywa”, że skierowanie do wnętrza i wzbudzanie ciepłych uczuć jest antidotum na stres i chaos. Jednocześnie czuję jakąś satysfakcję, z tego, że mamy twarde, naukowe dowody na to, że wzbudzanie uczucia wdzięczności i miłości ma zbawienny wpływ na nasze zdrowie psychiczne i fizyczne. Niektóre badania potwierdzają, że już sam akt wspomnienia pozytywnego doświadczenia czy pięknego krajobrazu powoduje zainicjowanie fazy koherencji serca. Stan harmonii związany z koherencją pozwala nam na swobodne korzystanie zarówno z racjonalnego umysłu jak i z intuicji. No właśnie, intuicja. Dzięki niej przeczytałam tę książkę. Dziś, gdy piszę po baaaaardzo długiej przerwie ten tekst, LinkedIn ogłosił, że obchodzę trzecią rocznicę założenia bloga. Nie wiedziałam. Taki przypadek 😉

 

Kończąc temat metody koherencji, nie należy jej mylić z techniką relaksacyjną. Koherencja prowadzi do wewnętrznego spokoju, ale ma nas motywować do działania i może być praktykowana w każdej sytuacji. Praktykowanie koherencji serca zmniejsza poziom stresu i depresji, powoduje lepsze radzenie sobie ze stresem, zwiększa wydzielanie hormonu młodości (DHEA), zmniejsza wydzielanie kortyzolu – hormonu stresu i poprawia pracę układu odpornościowego.

W książce znajdziecie wiele innych metod – równie prostych i przynoszących (jak potwierdza nauka) równie spektakularne efekty.

Szczerze mówiąc mam w sobie wątpliwość czy rzeczywiście korzystanie z tej metody może spowodować obniżenie objawów depresji, czy zadziałać doraźnie w sytuacji silnie stresującej. Jeżeli znasz metodę i ją praktykujesz – napisz w komentarzu swoją opinię. Jeżeli tak, jak ja zaczniesz teraz – daj znać przy pierwszych oznakach skuteczności 🙂

 

Tu kupisz książkę