Prawdopodobnie sensacja

 

Dziś rano zmieniałam pościel. Wymachując białymi połaciami wyprasowanej bawełny, usłyszałam dalszy ciąg wczorajszego wpisu:

„Mój Boże, tego jest więcej … są implikacje tego, że każdy z nas jest wyjątkowy i niepowtarzalny! Nie wolno nam się porównywać …!!!”

Sensacja. Dla mnie przynajmniej. Bo wiedzieć o czymś, to nie to samo, co poczuć. Poczułam to. Zaplątana w bawełnianym kokonie pościelowej tkaniny, trzepocząc w powietrzu fałdami kołdry, znowu zobaczyłam łączące się kropki przemyśleń.

Absolutna unikatowość historii każdego z nas ma swoje poważne konsekwencje. Na tyle poważne, że mogą zagrozić globalnej gospodarce; przynajmniej tym sektorom, które żerują na naszej potrzebie bycia kimś innym, niż jesteśmy (oj … sporo tego). No bo jeśli twoja historia jest unikatowa i nie ma takiej drugiej (nawet twój brat bliźniak jednojajowy wlezie w końcu w inną kałużę …) to jakiekolwiek porównania nie mają najmniejszego sensu.

To, jak ty przeżyłeś czwartą klasę szkoły podstawowej i jak przeżyła ją sąsiadka z ławki to dwa różne doświadczenia. Być może szorstkie słowa nauczyciela doprowadziły ją do pierwszej rozpaczy, tego samego dnia, kiedy ty odkryłeś pasję do georgrafii.

Życie jest inne dla ciebie i dla mnie. Nie ma szablonu, idealnego wzoru.

Każdy musi przejść swoją drogę a ścieżka każdego jest inna. Jeśli spojrzysz na mnie w dniu kiedy nie mam przewidzianych przeszkód a sam stoisz przed wielką kłodą na swojej drodze, możesz pomyśleć, ze jestem bystrzejsza i świetnie sobie radzę. Tego samego dnia wszystkie wspomniane sektory gospodarki ubiją na twojej kłodzie świetny interes. Ty będziesz chciał być tak bystry, jak ja (bo porównanie w listopadowy piątek, kiedy właśnie spojrzałeś na mnie wypadło na twoją niekorzyść) a one będą chciały sprzedać ci świetne na to rozwiązanie. Ku twojemu zdziwieniu kilka dni później to ja będę stała przed wielka zaporą na mojej ścieżce. Jeszcze nie wiem jak sobie z nią poradzę więc uprzedzam możesz być świadkiem wyrywania włosów z głowy. Ci, którzy chcieli ci sprzedać niezawodne rozwiązania, nie wspomnieli o jednym:

Nikt nie jest lepszy od ciebie. A ty nie jesteś lepszy od nikogo.

Porównujemy się. Teraz chyba bardziej niż kiedykolwiek, tyle ku temu okazji na różnych społecznościowych ścianach. Na marginesie pozostawię fakt, że przeglądamy się w nieprawdziwych historiach, w retuszowanych, idealnych twarzach i najlepszych momentach znajomych na fejsie bo porażkami nie chwalimy się tak chętnie.

Załóżmy jednak, że są to prawdziwe opowieści, ktoś właśnie wskoczył na etap drogi ekspresowej, gładkiej, z trakcją, która nie ogranicza prędkości. Ty natomiast akurat brniesz leśną ścieżką pełną przeszkód i przykrytych listowiem pułapek. Patrzysz na tego obok, jak mknie uśmiechięty do przodu. Też tak chcesz. Zaczynasz biec, wszystko ci jedno, chcesz tak, jak ten obok móc wcisnąć gaz do dechy. W najlepszym wypadku wyjdziesz z tego mocno potłuczony, może z kredytem na budowę autostrady na twojej leśnej ścieżce. Szkopuł w tym, że tej autostrady nigdy nie miało tam być. Nawet jeśli uda ci się ta budowa, jest ogromne prawdopodobieństwo, że ścieżka z przeszkodami, którą chciałeś pominąć pojawi się za rogiem i upomni się o ciebie.

Największym paradoksem porównań jest wyrwanie z kontekstu. Przyglądamy się drugiemu człowiekowi w danej chwili, mikroskopijnym fragmencie jego całej historii. Nie wiemy jaką drogę już ma za sobą. Nie wiemy ile razy karczował las, żeby przedostać się na drugą stronę, ile lekcji, wysiłku, wytrwałości, prób zrozumienia, odkrywania prawdy o sobie przed sobą, bólu, przebijania się przez własny opór doświadczył. Więcej – nie wiemy ile jeszcze przed nim, przecież nie widzimy dokąd prowadzi go ta droga ekspresowa?

Każdy ma swoją drogę. One są nieporównywalne. Tak to dzisiaj czuję. Od niedawna reaguję inaczej na uczucie niepokoju. Teraz już widzę, że łączy się to ze wzrastającym czuciem (miało być czuciem czego ale mam ochotę postawić tu kropkę – ze wzrastajacym czuciem – po prostu). Więc kiedy ogarnia mnie niepokój zagarniam moje rozedrgane myśli bardzo blisko siebie, koncentruję się na tym, co jest teraz i na sobie. I powtarzam: po prostu rób swoje, rób swoje, to jest najważniejsze. Jeśli wykonasz tę część pracy ze sobą w sobie – każdy na tym zyska.

„Róbmy swoje. Może to coś da – kto wie?” 

 

fot. Hossein Zare