Ostre cięcie w kadrze

 czyli kim są ludzie korzystający z coachingu

Kariera pod pretekstem

Z coachingiem spotkałam sie po raz pierwszy w 2006 roku w Londynie, na warsztatach w Coaching Academy. Płynęłam wtedy na biznesowej fali. Miałam uznanie w firmie, płynność finansową i mieszkanie na Marylebone. Jak się jednak okazuje płynąć na fali to nie to samo co kontrolować przebieg zdarzeń. Przeczuwałam tylko tyle, że moje życie nie płynie we właściwym kierunku.


Na warsztatach zaczęłam sobie zadawać pytania, na które na tamtym etapie było mi bardzo trudno znaleźć odpowiedzi. Niemniej jednak sprowokowało mnie to do podejmowania działań. W kolejnych kilku latach dwukrotnie zwalniałam się z tej samej pracy i dwukrotnie zaowocowało to nowymi propozycjami. Może nie do końca osiągnęłam wtedy swój oryginalny cel ale na pewno wydarzyły się zmiany i to poważne. A o to przecież w coachingu chodzi. O zmiany. Bardzo często początkowo sprecyzowany cel jest tylko pretekstem do wyjścia ze stagnacji.

Wspierać nie żenować

Teraz sama jestem coachem i coraz częściej się zastanawiam czy ludzie wiedzą czym się zajmuję?
Czy pomimo medialnej popularności coachingu jest on dobrze rozumiany? Doświadczenie pokazuje mi, że nie do końca. Świadomość tego, czym jest coaching oscyluje gdzieś pomiędzy magicznym sprawstwem a treningiem korporacyjnym. Coaching jednak nie jest żadnym z tych mechanizmów.

 

Największe szkody w rozumieniu coachingu robią korporacje, używając tego terminu dla określenia … właśnie, czego? Jak nazwać sytuację kiedy dostajesz raz w tygodniu emaila, że masz stawić się u przełożonego na „coaching” czyli kolejne przykręcenie śruby? Dramat? Najbardziej dyplomatyczne określenie z jakim się spotkałam to trening kompetencji. Osoby przechodzące takie regularne pranie mózgu słysząc o coachingu dostają drgawek.

Fakt, że firmy prześcigają się w wymyślaniu pozytywnych przykrywek na ukręcanie kolejnych batów, to dla mnie nic nowego. Szkoda tylko, że zniekształcają procesy, które mają na celu wspierać a nie żenować.

Dlaczego treningów korporacyjnych nie można nazwać coachingiem? Przede wszystkim dlatego, że coaching jest procesem dobrowolnym i wynika z potrzeby, nigdy z przymusu czy na zamówienie firmy. Jest to działanie oparte na osobistych wartościach i gotowości do zmian.

Sekwencja zwrotna

Jak ja definiuję coaching? Przede wszystkim to spotkanie ze sobą samym. Odsłuchanie swojego dialogu wewnętrznego. Wyłożenie na stół wszystkich kart: przekonań, samopoczucia, planów i marzeń. I układanie tych kart, często poza głęboko osadzonymi schematami, aż do uzyskania sekwencji, która spowoduje szybsze krążenie krwi. Uruchomi poczucie sensu i pragnienie jego realizacji. Rola coacha to umożliwić to przetasowanie.

Ludzie o temperaturze wrzenia

Wokół coachingu krąży kilka przekłamań ale te, które bulwersują mnie najbardziej dotyczą ludzi, którzy z niego korzystają. Z reguły słyszę je od osób, które chcą być postrzegane jako porażające inteligencją. Według nich coaching jest dla ludzi, którzy nie są wyposażeni w zaradność, wyobraźnię, kreatywność i wiele innych potrzebnych do rozwoju zasobów. Jeżeli miałabym w ten sposób generalizować, to mogę przyznać, że moi klienci rzeczywiście mają jeden punkt wspólny. I nie jest nim na pewno żadna nieudolność. Wprost przeciwnie. To są ludzie, którzy osiągnęli punkt wrzenia. Moment, w którym są gotowi do kolejnych zmian.

No więc jak sobie wyobrażasz ludzi korzystających z moich usług? Jako nieporadnych życiowo, słabych i zagubionych?
Gdyby to był film, to teraz jest miejsce na ostre cięcie w kadrze i ukazanie obrazu, którego pewnie się nie spodziewasz.
Przeglądam listę moich klientów: psycholog sportu, manager znanej drużyny sportowej, lekarz, triathlonistka, młodzi przedsiębiorcy, zaangażowani w najtrudniejszym świecie, pracownicy opieki społecznej … Bogate życiorysy, niespokojne dusze, poszukiwacze, ambitni i wypełnieni nadzieją.
Szukałam ich cech wspólnych. Wyłoniły się trzy najbardziej charakterystyczne grupy.

Wizjonerzy

Ludzie, których głowy pracują całodobowo a każdy pomysł jest żródłem kolejnych. Budują tę sieć bezustannie aż do momentu wrzenia i potrzeby zmaterlializowania wizji. Praca z wizjonerami to przyjemność. Z reguły w procesie coachingu wyłania się jeden pomysł przewodni, który z powodu rozproszenia energii na pozostałą kreatywność, uległ hibernacji. Coach pomaga wizjonerowi w uporządkowaniu myśli. Wydobywa sedno sprawy, ten statek na dnie morza, unieruchomiony i oblepiony planktonem kolejnych pomysłów. Coach pomaga oczyścić jednostkę, wyprowadzić ją na powierzchnię i określić azymut na właściwy port. Wizjonerzy to ciekawe przypadki. Zajęci rozpędzoną machiną własnych myśli zapominają realizować swoje pomysły. Ale jak się okazuje, ta energia przełożona na realizację, powoduje, że są nie do powstrzymania.

Pionierzy

To Ci, którzy mówiąc, że korzystają z coachingu budzą największe kontrowersje. Pionierzy to ludzie wybitnie skoncentrowani na rozwijaniu swoich pasji. Wiedzą dokładnie czego chcą a ich kariery kwitną. Imponują innym swoją energią i motywacją. I tu pojawia się dysonans w momencie kiedy dowiadujemy się, że korzystają z coachingu. Po co? Po prostu Pionier nie marnuje czasu. Jeżeli jest narzędzie, które może mu pomóc, on z niego skorzysta. Najczęściej do dokończenia spraw, które nie budzą w nim entuzjazmu ale wymagają działania. Coach wspiera ich w zdyscyplinowaniu działań do zamknięcia formalności i koniecznych działań operacyjnych.

Ukryte talenty

Mają świetne pomysły i są pracowici ale przestali wierzyć w siebie. Najczęściej pod wpywem ciężkich doświadczeń zaczęli ulegać przygnębieniu i niemocy. Na coaching prowadzi ich silniejsza od nich nadzieja, aczkolwiek na pierwszej sesji okazują dużo sceptycyzmu. Bardzo lubię z nimi pracować i obserwować wzrost energii. To co pomaga odczarować zaadoptowane, osłabiające ich przekonania, to ich ogromna mimo wszystko chęć zmiany. Pesymizm nabyty pod wpływem doświadczeń nie jest ich naturalnym środowiskiem. Ich moment wrzenia to zmęczenie własną apatią. I choć nierzadko jest to mozolny proces, to chwytają się liny coachingu, żeby wydostać się na powierzchnię. To jest praca, która przynosi ogromnie dużo satysfakcji. Oni są, jak zaniedbane dzieła sztuki. Wymagają restauracji. Coach pomaga wydobyć ich dawne piękno i siłę. Towarzyszenie człowiekowi w tym procesie w zasadzie jest moją główną motywacją do wykonywania tego zawodu.

Ludzie, których spotykam na sesjach coachingowych nie przestają mnie zachwycać. Mam nadzieję, że tym tekstem przyczynię się, choć trochę do odczarowania pojawiającej się w różnych środowiskach lekceważącej opinii o nich. To nie są ludzie z problemami, to są ludzie z pragnieniami i potrzebą realizacji marzeń. A ja mam szczęście ich poznawać i towarzyszyć w tej drodze.