Journal #1

Niedziela 21.V.2017 

Za mną pierwszy, od nie pamiętam kiedy, całkowicie wolny dzień. Padał deszcz a ja nadrobiłam sen. Wracają dziś do mnie sceny z czasu, kiedy mieszkałam w Moskwie.

Tam potrafiłam nie spać trzy doby, gdy Rosja pokazywała, jak bardzo może utrudnić biznes. A pokazywała często. Pamiętam, jak kiedyś wracałam, już po takim bezsennym maratonie, do hotelu w przypadkowo zatrzymanym na Novopetrovskyi Proyezd samochodzie. W Moskwie to norma, korki tak paraliżują miasto, że zamawianie taksówki nie ma absolutnie żadnego sensu, czas oczekiwania do dwóch godzin. Więc wychodzisz na ulicę i machasz, za 200 rubli dojedziesz wszędzie. Można powiedzieć, że Moskwa stosowała Ubera zanim powstał. „Voznesenskiy pereułek, dom siem” – wybełkotałam adres hotelu i w tym momencie zdałam sobie sprawę, że oczy kleją mi się do snu a siedzę w samochodzie obcego człowieka. To bezpieczny sposób na transport ale może nie wtedy, gdy czujesz nadchodzący atak narkolepsji. Postanowiłam za wszelką cenę utrzymać otwarte oczy. Podobno to najlepsza metoda na bezsenność. Postanowić, że nie zaśniesz. Obudziłam się pół godziny później w synchronizacji z zatrzymującym się pod drzwiami Marriotta pojazdem. Była czternasta, mogłam się wyłączyć do następnego dnia rano. Sen z przyzwoleniem, bez wyrzutów sumienia, zasłużony, długo oczekiwany, smakuje najlepiej. W sobotę miałam właśnie taki sen.

 

Poniedziałek 22.V.2017 

Malcolm Gladwell powiedział, że jest pewna forma kapitału, którą dysponuje każdy – a jest nią praca własnych rąk. Powiedział: „Możesz nie mieć możliwości zainwestowania takich pieniędzy jak inni ale masz możliwość włożyć więcej pracy”. Pierwsza rzecz jakiej się dowiadujemy przechodząc na swoje to, jak dużo pracy kryje się za pracą u siebie. To jest ekstraklasa zaangażowania. Tylko dla twardzieli. Szczególnie jeśli pracuje się samodzielnie, tylko ty i … hmmm, no cóż – ty. Łatwo przeoczyć wartość tego, co robisz.

 

Wtorek 23.V.2017

Zaangażowanie, wysiłek, kreatywność, szukanie nowych dróg, słuchanie własnego głosu, zadawanie sobie pytań, automotywacja, mobilizacja sił, podnoszenie się po porażkach, obawa przed brakiem zleceń, trud uniesienia gdy jest ich wiele, bycie sterem, żeglarzem i okrętem – to wszystko każdego dnia, gdy pracujesz u siebie. Zatrudniłabym każdego, kto prowadził swój własny biznes.

 

Środa 24.V.2017

Pełen cykl emocji. Najpierw niepokój, niejasność, potem konfrontacja, nazywanie, dalej irytacja, w końcu złość, potem zaskoczenie, wybicie z rytmu, w końcu śmiech. Zbliża się północ, jest ukojenie. Wszystko jest potrzebne. Nie wymuszać pozytywności – ważna sprawa, dobrze, że nigdy tego nie umiałam. Wszystko czuć, nie blokować, nie udawać – trudna sztuka.

 

Czwartek  25.V.2017 

Portale internetowe udostępniają zdjęcia limuzyny, która przywiozła dziewczynkę do pierwszej komunii świętej. Myślę, że jest duża szansa, że zwyczaje tej romskiej rodziny są zaakceptowane w ich lokalnej społeczności ale czy jest tak samo duża szansa na to, że ta fala szyderstwa nie dotarła do głównej bohaterki uroczystości? Dziś na jednej z grup facebook’owych ktoś udostępnił wiadomość – prośbę o współpracę napisaną niedbale i z błędami. Nazwisko zamazane ale to nie o to chodzi. Fala zawstydzania ruszyła, komentatorzy prześcigają się w złośliwości, konkurs na cięte riposty, śmiech. Kim jesteś szyderco zza ekranu? Czy wyszedłeś kiedyś na arenę? Poddałeś się ocenie?

 

Piątek 26.V.2017

Rozmowy o zazdrości. Trudna emocja, mało twarzowa. Informacja jaką przekazuje jest jednak cenna. Ktoś robi coś, co ty możesz / chcesz / powinieneś robić. Kompleks Jonasza – lęk przed wypełnieniem powołania. Taki paradoks.