Bezlitośnie autentyczne

Łagodność. Niemodne słowo, niesłusznie posądzone o słabość. Ile trzeba mieć siły, odwagi i cierpliwości, żeby obdarzyć siebie łagodnością. To trudne jest.

Mówić do siebie łagodnie, gdy pierwsze co ciśnie się na usta to krytyka. Nie prześladować się za każdy najmniejszy błąd a odpuścić i pozwolić sobie na porażkę.

Zaakceptować, że nie jesteśmy idealni. Odsłonić to, co autentyczne, nawet to, co łatwo zranić.

Ludzie autentyczni przyciągają. Czujemy się w ich towarzystwie bezpiecznie, odsłaniając swoją niedoskonałość pomagają nam oswoić lęk i wstyd. Lęk przed odrzuceniem i wstyd, że mamy braki. Autentyczność mnie fascynuje. Przyjęcie i zaakceptowanie siebie we wszelkich przejawach. W najtrudniejszych emocjach, w słabości, w niemocy. Przyjęcie siebie w pełni, wraz ze wszystkimi ograniczeniami.

Pracowita niedziela za mną. Taki czas teraz. Fale różnych emocji rozbijały się dziś o mnie bezlitośnie wykorzystując zmęczenie. Momentami ulegałam ale starałam się jednak negocjować ich odejście. Ostatecznie w bezsilności (najlepszy doradca, o tym pisałam już tutaj) przywitałam się z każdą falą i podziękowałam za wizytę. Łagodność. Trudne. Ale niezawodnie skuteczne.