Antidotum #2 rady dla ludzi, którzy nie znoszą pozytywnego myślenia

 SKUTECZNA TERAPIA SZAMPANEM

Pierwszy raz z cochingiem spotkałam się dziewięć lat temu w Londynie. Zmagałam się wtedy z różnymi dylematami wagi ciężkiej typu sens życia, powołanie, pasja i inne drobnostki.
Szukając odpowiedzi przeczytałam tony książek, i choć nadal korzystam z tych pokładów wiedzy, niestety w praktyce niewiele pożytku to przyniosło.

Rozmyślając nad tym, jak sobie pomóc, w pierwszej kolejności odrzuciłam psychoterapię. Nie chciałam spędzać lat na analizowaniu gdzie stała kołyska, chciałam iść do przodu możliwie najszybciej. Na warsztatach londyńskiej Coaching Academy usłyszałam przede wszystkim dobre pytania. Niestety nie umiałam na nie odpowiedzieć więc od tego zaczęłam pracę.

Wraz z kolegą praktykowaliśmy na sobie sesje coachingowe. Pamiętam jak zadał mi pytanie o moje osiągnięcia. Powiedziałam z pełnym przekonaniem, że nie mam żadnych. Zarządzałam już wtedy kilkoma milionami funtów, w trzech językach, w pięciu krajach. Andy znał mnie pół roku, wymienił 21 rzeczy, z których powinnam być dumna. Jedną z nich była właśnie ta praca, której zdobycie nie wydawało mi się niczym nadzwyczajnym pomimo tego, że o kontrakt ubiegało się 150 osób.
Oczywiście gdyby zadał mi pytanie o porażki nie miałabym problemu z produkcją takiej listy.

Gdyby umysł był galerią sztuki to należało w niej czym prędzej zmienić ekspozycję. Przypomniało mi się, że kiedyś mój tato powiedział, że dodał do swojego wieczornego rachunku sumienia nowe pytanie: co dobrego dzisiaj zrobiłeś? Bo jak inaczej mamy postrzegać siebie jako wartościowe istoty jeśli wciąż rozprawiamy o tym, co zrobiliśmy źle? Błędy trzeba zauważać, niosą ze soba cenne lekcje ale to elementy dobra powinny być w naszym obiektywie wyostrzone.

Wspólnie z Andym wpadliśmy na pomysł, że od tego momentu wszystkie dokonania będziemy zapisywać i celebrować. Definicje osiągnięć mogą być różne. Doceniliśmy fakt, że jest wiele małych rzeczy, które można do osiągnięć kwalifikować, że wiele drobnych elementów składa się w większą całość, jednak my przyjęliśmy inną zasadę. Osiągnięcie według naszej definicji to coś większego niż codzienne zadania, to coś, co wymaga wysiłku, wyjścia ze strefy komfortu, to spełnione marzenia, wypracowane umiejętności. Przygotowanie dobrej kolacji jest wspaniałe ale bardziej chodziło nam o napisanie książki kucharskiej lub upieczenie ciastek dla domu dziecka.
Drugim etapem była celebracja tych osiągnięć. Po to tylko, żeby dać sobie moment zadowolenia, triumfu, dumy i satysfakcji z wysiłku włożonego w daną materię. Przy każdym spotkaniu świętowaliśmy wzajemne sukcesy szampanem. Każde z nas kupiło skrzynkę małych buteleczek Veuve Clicquot. Były zarezerwowane tylko na okoliczność nowych punktów na liście spraw, z których byliśmy dumni. To przyjemne skądinąd ćwiczenie przekierowało moją uwagę. Nauczyło mnie zauważać sukcesy, patrzeć na siebie również przez pryzmat mocnych stron, nie przechodzić obok osiągniętego celu obojętnie.

Dziś już nie potrzebuję listy a szampana pijam w letnie wieczory bez powodu. Ale nadal codziennie zadaje sobie pytanie: co dobrego dzisiaj zrobiłaś?

 

PS. zapraszam również na stronę Andy’ego