Kiedy będziesz gotowa?

Poruszona do głębi piszę od razu na kolanie a w pewnym sensie nawet na kolanach.

Wróciłam do domu po południu, po weekendzie na uczelni. Kolejny rok w piątkowe wieczory nie planuję wypoczynku a przygotowuję się na zajęcia. Potem sobota od świtu do zmierzchu i dobry kawałek niedzieli uczę się poznawać człowieka. Nie, nie mówcie mi, że jak się robi to, co się kocha to już się nie pracuje. To nieprawda. To tylko taki dobrze brzmiący cytat – zachęta, dla tych którzy jeszcze szukają swojej drogi. Pracuje się i to więcej. Jest inna motywacja, jest i inna mobilizacja sił.

No więc jestem w domu, lekko przygaszona zmęczeniem pomimo przedzierających się cudownie ciepłych promieni zachodzącego słońca. Mam gorączkę, chyba przyszła moja kolej na chorowanie. Dziwny stan inspiracji i jednocześnie zniechęcenia. Już chciałabym wejść głębiej w temat wywiadu historii życia według metody McAdamsa (ile to pomysłów otworzyło!) ale czuję opór całego ciała przed jakimkolwiek działaniem. Sięgam po telefon, przeglądam wiadomości i moje media społecznościowe. I nagle widzę taki post o Krzysztofie Globiszu. Znany aktor po wylewie cierpi na afazję, wskutek której stracił zdolność mówienia. Teraz walczy o powrót do zdrowia. Postanowił – wbrew wszystkim przeciwnościom – wziąć udział w wyjątkowym nagraniu psalmu. Nie czytam dalej, klikam na wideo. Za chwilę zalewam się łzami. To silniejsze ode mnie gdy spotykam się z Pięknem.

Nikt nie może mi bardziej zaimponować niż ktoś, kto odważa się ujawnić własne ograniczenia i podjąć trud ofiarowania czegoś od siebie nie czekając na gotowość. Uderzające jest jak bardzo jesteśmy niewolnikami poczucia gotowości. Nie mówię nawet o chorobie jaką jest perfekcjonizm. Chodzi mi o zwykły lęk przed ośmieszeniem, przed niezrozumieniem, przed pokazaniem siebie, przed tym słynnym z cytatu Roosevelta „wyjściem na arenę” :

Nie krytyk się liczy, nie człowiek, który wskazuje, jak potykają się silni, albo co inni mogliby zrobić lepiej. Chwała należy się mężczyźnie na arenie, którego twarz jest umazana błotem, potem i krwią, który dzielnie walczy, który wie, co to jest wielki entuzjazm, wielkie poświęcenie, który ściera się w słusznych sprawach, który w swych najlepszych chwilach poznał triumf wielkiego wyczynu, a w najgorszych, gdy przegrywa, to przynajmniej przegrywa z wielką odwagą …

To poczucie nie bycia gotowym, z mojego doświadczenia coacha, jest naszym wrogiem numer jeden. Jeszcze nie, jeszcze nie, jeszcze chcę być inna, lepsza, mocniejsza. Dążenie do bycia idealną wersją siebie jako warunek pokazania się innym. Strach przed odrzuceniem potrafi wprowadzić nas w trans niekończącego się przygotowania do zaistnienia. I zatrzymujemy się w tej pozornej strefie komfortu. Tak – pozornej. Bo jeśli mamy poczucie, że nie wypełniamy zadań, które wypalają dziurę w duszy to pozostanie w stagnacji nie jest komfortem. To tylko siedzenie na rozgrzanych węglach.

Staram się sobie wyobrazić jak niezwykle trudnym doświadczeniem musi być dla aktora utrata zdolności mówienia … Jak niezwykle trudne musi być ujawnienie tej niepełnosprawności innym. Wyobrażam sobie jak bardzo ten proces podejmowania prób mówienia, słyszenia samego siebie może być zawstydzający. Nagranie psalmu przez Krzysztofa Globisza, upublicznienie swojego niedomagania jest wpuszczeniem nas w bardzo intymny świat. Dla mnie to olśniewający akt odwagi i pokory. Piękno w najczystszej formie.

Są słowa, które musza być wypowiedziane, dzieła, które musza być pokazane, listy, który musza być napisane i praca, która musi być wykonana. Nawet jeśli a może szczególnie wtedy, gdy nie jesteś gotowy. Liczy się twój trud i twoja intencja. Resztę zostaw nam, twojej widowni. Potrzebujemy ciebie, potrzebujemy prawdy o tobie. Świat bierze głębszy oddech gdy ktoś odważa się pokazać swoją prawdę. Odważ się.

Krzysztof Globisz czyta psalm 61

 

Życie na cmentarzu

Lubię cmentarze. Nie przygnębiają mnie. Lubię je o każdej porze roku, nie tylko jesienią w te dwa dni, gdy nagle rozbrzmiewają wspomnieniami i ożywają światłem świec i kolorowych kwiatów. Różne już miałam refleksje na temat tego, co właściwie powoduje, że lubię na nich przebywać. Żadna z nich jednak nie była precyzyjnym nazwaniem tego, co czuję. W tym roku przechadzając się w samotności alejkami cmentarza jeżyckiego, znowu to czułam. Ukojenie.

Czytaj dalej

Zgłoś się zanim znasz odpowiedź

Dawno mnie nic tak nie zainspirowało. Chyba po prostu uderzyło w napiętą strunę, która czekała na wybrzmienie. Seth Godin, amerykański autor kilkunastu bestsellerów i jeden z najpopularniejszych blogerów na świecie, ujął mnie tym odkryciem. Głowił się nad tym trzydzieści lat. Jak wygrać quiz z ludźmi, którzy znają temat równie dobrze jak ty? Jest na to sposób.

Czytaj dalej

Bądź, kim miałeś być. Część 4

W zgodzie ze sobą

Czy to, w jaki sposób przeżywasz swoją codzienność jest w zgodzie z tobą? Czy rozumiesz swoje preferencje i to, w jakich warunkach najlepiej funkcjonujesz? Mamy niestety tendencję do skupiania się na słabościach i poszukiwania za wszelką cenę sposobów na rozwijanie tego, co jest sprzeczne z naszą naturą. Jeśli nie rozumiesz siebie i swoich naturalnych predyspozycji istnieje niebezpieczeństwo, że narażasz się na permanentny stres. Co więcej, próbując udowodnić sobie i światu, że możesz być dobry w czymś, co nie jest twoją domeną, tracisz z pola widzenia naturalne talenty.

Czytaj dalej

W obowiązku spełnionego życia

 

Jedna z osób, które robią to, co innym w głowie się nie mieści. Madonna Buder, amerykańska zakonnica. Najstarsza osoba na świecie, która ukończyła triathlon Iron Man. Osiemdziesięciodwulatka na mecie to oczywiście rekord świata.  Atletką stała się dopiero w drugiej połowie życia. Biegać zaczęła przed pięćdziesiątką … a pierwszego Iron Mana ukończyła w wieku 55 lat.

Czytaj dalej

Esencjalizm – co jest ważne w tej chwili?

Minimalizm – małżeństwo zaaranżowane

Nie będę udawała, ze moja sympatia do minimalizmu była wynikiem świadomości tego, co ze światem robi nadmierny konsumpcjonizm, ani że jestem wybitnie świadomą jednostką w 100% ekologiczną. Prawda jest taka, że minimalizm i ja to początkowo małżeństwo zaaranżowane. Zmiana stylu życia związana z opuszczeniem korporacji i budowaniem własnej firmy od zera zmusiła mnie do monitorowania wydatków. Przez wiele lat stały korporacyjny etat dbał o to, żebym sobie takimi rzeczami nie zawracała głowy. Kontrolowanie przepływu środków i tego w jaki sposób zarządzam finansami domowymi wymagał wypracowania nowych nawyków. Teraz miałam na to czas, żeby się zastanowić …. hmmm …. właściwie nad czymkolwiek.

Czytaj dalej